pierwsza ikea

Byliśmy dziś pierwszy raz w Ikei z zamiarem kupienia najpotrzebniejszych rzeczy.
Czyli łóżko, stół, krzesła i podstawowe przybory do kuchni.Dojazd – pół godziny tramwajem z jedną przesiadką
Sama Ikea znajduje się na terenie podobnym do Janek (różnica – ruch lewostronny!).
Sporo rożnych, sklepów magazynów, czasu na zwiedzanie nie było.
Budynek Ikei – standardowy – wzór globalny i rozpoznawalny – można poczuć sie, jak w domu.

Pierwsze kroki kierujemy w kierunku kawy… Kawy nie ma, popsuł się ekspres. Przeczytałem to na kartce, jak już wystałem połowę kolejki. Inni nie mieli tyle ’spostrzegawczości’, dowiadywali się o dostępnej tylko nesce od obsługującego. Mogę uznać się za szczęściarza.

Ruszamy na górę. Ku czystemu siedlisku konsumpcji, a za to jakże swojskiemu!
Zdaliśmy się na konkretne łóżko z materacem, oraz stół z krzesłami. Zapisaliśmy sobie grzecznie lokalizację wszystkich elementów w magazynie. Idąc po strzałkach do magazynu, w tłumie innych klientów, wypełniliśmy cały wózek niezbędnym sprzętem kuchennym, nie koniecznie planowanym, ale wpadającym w.. oko/do wózka.

W magazynie:
1) bierzemy krzesła – to nie było oczywiste bo trzeba je było za uszy wyciągnąć z części magazynowej – zasługa Ew.
2) nie ma stołu w podanej lokalizacji. Obsługa mówi, że będzie za 10-15 min.
3) Ew. staje z wózkiem w kolejce – trzydziestometrowej ( drobna różnica miedzy niby swojskimi siedliskami konsupmcji – tym wwskim a tym londynskim). Stół się nie pojawia w podanej lokalizacji
5) Sprawdzam łóżko – nie ma materaca
6) Stołu dalej nie ma
7) zbliża się godzina zamknięcia ikei – darujemy sobie stół i łóżko Ewka zbliża się do kas z dwoma wózkami ( jest bardzo dzielna)
8) płacimy i udajemy się w kierunku punktu przewozu towarów (delivery coś tam – jak to przetlumaczyć sensownie? ) – nie ma (!) plastikowych toreb na zakupy.

..i wykrakałem..

Przewożą tylko meble – przyjęli tylko krzesła – (beznadziejna optymalizacja zakupów – zgrzytnąłem lekko wewnętrzenie, swoją małomiasteczkową naturą). Drobnicy nie przyjmują – papa (ew: ja zas zgrzytnęłam swoja wrodzona, wielomiejską naturą. Był to moment, kiedy rece mi opadły ostatecznie i definitywnie – toreb nie ma, nic nie ma, za to jesteśmy glodni, zmęczeni… a tu jeszcze zamykają i gie nam z zakupów przyjdzie)

Zadanie logistyczne:

Jesteś 5-6 km od domu, zdecydowanie poza Londynem. Posiadasz: pełen wózek, wiklinowy kosz na bieliznę pełen drobiazgów do kuchni, ledwo co nabytych). Dostań się do domu, nie posiadając przy tym auta. Pada i ogólnie nie jest za przyjemnie. Masz jeszcze w ręku jakiś numer telefonu otrzymany w miejscu, gdzie zostawiłeś krzesła i otrzymałeś informację, że gdzieś na rogu możesz zadzwonić ze specjalnego telefonu po taksówkę.

Wychodzimy na zewnątrz. Jest już za pięć 17.00 i już nie wpuszczają do środka.
Na rogu nie ma żadnego postoju taksówek ani telefonów – potem okazuje się, że gest palcem pracownika wskazujący ‘na rogu na prawo’ dotyczy wnętrza budynku Ikea, a nie jego zewnętrza…

Stoimy pod zadaszeniem i z zazdrością patrzymy na rodziny pakujące swoje zakupy do swoich samochodów. Robię rundę dookoła Ikiei w poszukiwaniu postoju, obserwuje, poprzez zalewane przez deszcz okulary, potok wyjeżdżających w ślimaczym tempie samochodów.. z zakupami.

Wracam. Na miejscu Ewka i jakiś facet. Okazuje się, że facet nas zawiezie. Ewka empatyczna czarodziejka zwabiła pomoc, która swoja drogą też czeka zwykle w takie dni na właśnie takie okazje. Ustalamy cenę za transport – tzn. zgadzam się szczęśliwy, i pewnie zapłaciłbym dwa razy większą sumę bez szemrania – mus to mus. Kierujemy się w kierunku samochodu. Mini bus – nie oznakowany – całkowicie cywilny i absolutnie nie taksówkowy.
Pakujemy cały dobytek, z pomocą kierowcy. Odruchowo kieruję się do lewych, nieprawidłowych tutaj dla pasażera drzwi.

Jedziemy, rozmawiamy.
a) Kierowca jest Afgańczykiem
b) Nielegalnie przekraczał Ukrainę i Polskę 8 lat temu kierując się do Londynu
c) Jego dwóch wujków jest zaręczonych/żonatych z Polkami
d) Jego jeden, który go przemycał przez Polskę, siedzi od 20 lat w Niemczech
Ma trójkę dzieci i już nie wróci, rok temu był w Afganistanie, jest lepiej, ale i tak bezpiecznie czuje się na 80%

Ot przygoda – na drugi dzień stałego pobytu Ewki w L.
Swoją drogą twierdziła, że była przerażona, jakoś się to specjalnie nie uzewnętrzniało.

EWS: a co mialam robić? Histeryzować? eee ja nie moja mamusia.

transport

- kolej Lewisham – Clock House i na zad – w godzinach szczytu 3.20 poza 2.80
- Dojazd DLR to Lewisham z Dockland 1 (oyster pay as you go) 1,5 – bliet w automacie
- Generalnie Oyster w ramach strefy (lub dwóch – nie jestem pewien) – 1
- przekroczenie strefy w oysterze – dodatkowy funciak
- Heathrow Expres z Lotniska do Paddington Station i powrotny do wykorzystania w ciagu miesiaca – 29 prawie 30
- travel card, kolejowy, strefy 3-4 na miesiac troche ponad 57

Informacje o biletach miejskich w Londynie http://www.tfl.gov.uk/assets/downloads/polish-fares-tickets-guide-Nov06.pdf

ptaszki

Przed budynkiem gdzie pracuję jest kępa zielni  i małe bajorko – z szuwarami – chyba można tak nazwać te zielone badyle.

Całkiem ładnie się to komponuje. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłem przed budynkiem ptaka.

Czapla może to była – na pewno z tego bajorka. Stało stworzenie nieruchomo na mikro rondzie przed budynkiem i nie reagowało na nic.

Widok co najmniej abstrakcyjny przy dosyć ruchliwej ulicy.

gprs w t-mobile

Właśnie usiłuje podpisać on-line umowę z BT na linie telefoniczną. Wiszę na GPRS – moja komóreczka (mio a701) na więcej nie pozwala. Droga przez mękę – zapomniałem już jak to jest. A jak z ceną.

t-mobile: pay as you go – 1 funciak dziennie max  do pewnego limitu danych, potem za free

t-mobile: abonament – 7,5 funciaka miesięcznie za dostęp bez limitów – tzn . limit jest nie więcej niż 10GB danych miesięcznie

vodafone  – hmm.. taki sobie – znacznie droższy 1,5 funciaka za 1MB plus ograniczenie 1GB

rozmowy via internet

Skype jednak wygrywa. Kolega twierdził, że w British Telecomm jest taniej niż Skype-Out.  Okazuje się że jednak nie. BT z wykupioną opcją na popularne kraje – 3p za minute skype 1,4p

londek – pierwsze wrażenia

Blog właściwie miał być o wrażeniach z Londynu, a zaczął się o skype jak na prawdziwego informatyka przystało – dobre miejsce do wyrzucania swoich frustracji.

Pierwsze wrażenia, po wieczornym przyjeździe:

  • wszystko się błyszczy
  • dużo świateł na wystawach
  • samochody też się błyszczą (w L. posiadanie brudnego samochodu ma rangę chodzenia w brudnej bieliźnie)

skype

Kubuntu 7.04 + skype 1.3.0.53 + wifi – wybieranie tonowe – porażka. Wdzwonienie się do CitiBanku i wklepanie numer kartu – bezskuteczne. Zatrzymuje sie na różnych etapach.
Windows XP + skype 3.2.0.53 (BETA) + kabel wpięty do routera – bez problemów.

Trzeba jasno powiedzieć jeśli chodzi o oprogramowanie dla mas – linux jeszcze jest w tyle.
Demokratyczne masy wybrały łatwy Windows.
Powoli powoli się to zmienia – jeszcze jakiś czas temu można było pomarzyć o skype na linuxie.

Akademickie pytanie:

Czy masy mogą być niedemokratyczne?

Rozbierając na części logiczn. Demokratyczne = ‘rządzone przez lud’ masy.

Czyli masy rządzą się same sobą. Rządzą sie przez wybranych przez siebie przedstawicieli – reszta stada idzie z nimi. Na dziś starczy tego bełkotu. Przymiotnik ‘demokratyczne’  do wykreślenia.

Pierwszy wpis.

Trochę sie naszukałem, żeby znaleźć to miejsce do oddawania sie ekshibicjonizmowi i chyba przy nim zostanę. Pierwszy strzał myspace.com – jak kulą w płot – brzydkie, nieprzyjemne i skomplikowane w konfiguracji.

PS. Właściwie to już druga próba blogowania. Pierwsza gdzieś zaginęła i nawet nie pamięta gdzie sie podziała. Zobaczmy na ile będę miał teraz cierpliwości.