wyprawa do G. – relacja

Jak to wyglądała moja wyprawa do G.

Zapytali się grzecznie jakie terminy mi pasują i kiedy mogę lecieć. Poprosili o parę dat.

 

Spytali jakie lotnisko mi pasuje i o jakiej porze przylot i wylot.

Hotel także przez nich zarezerwowany, 10min od siedziby G., cztery gwiazdki.

Wszystko opłacone przez G., oczywiście

 

Poleciałem tam wieczorem, dzień wcześniej – interview planowane było od 9:30.

W Dublinie byłem około 22. Zimno, wieje i stale pada deszcz. Pogoda straszna i nie spotykana jak na Londyn, gdzie jeśli już pada to przelotnie.

 

Instrukcja dotarcia na miejsce napisana idealnie, szło się jak po sznurku od punktu do punktu.

 

Najpierw autobus, koło 20 minut czekania. Dobrze, że był daszek – skończyło by się ciężkim przeziębieniem przy tej pogodzie. Po około godzinie byłem na przystanku w centrum.

Deszcz zelżał, trochę tylko kapało. Parasolka do dzieła! Poddałem się po 300 metrach kiedy dwa razy omal nie straciłem oczu a parasolka wywinęła się drugie tyle razy. Wiaaatr. Zimnnoo!

Dotarłem do hotelu mijając po drodze siedzibę G.

 

Wizyta w G. następnego dnia.

 

To co się pierwsze rzuca w oczu to dwumetrowa figura jakiegoś zwierzaka, wygląda jak ulepiona przez dzieci. Pewnie wynik jakieś akcji pracowniczej.

 

Duża przestronna recepcja, oznacza sufit na wysokości drugiego piętra.

Dwie osoby za ladą i… każda wyposażona w 30” monitory – fajnie.

 

Na ścianie dwa kilkumetrowe obrazy z dwóch rzutników.

Jeden to nagranie z GEarth – najazdy na sławne miejsca na Ziemi.

Drugi obraz – spadające z różna prędkością frazy, które są aktualnie wyszukiwane, prawdopodobnie także puszczony wkoło film, puszczenie obrazu na żywo byłoby zbyt ryzykowne.

 

Takie samo wyposażenie w obydwu recepcjach, bo wejścia są dwa do biura i dwie recepcje o podobnych gabarytach. Przed ladą w odległości kilku metrów stolik z pufofotelami i… dodatkowo jeszcze w kącie wypasiony fotel do automatycznego masażu. Ostatecznie ten fotel może być teraz moją konfabulacją. W samym biurze kilka ich spotkałem

 

Ludzie wchodzący do biura, młodzi nie więcej niż 35 lat. Żadnych strojów biznesowych – młodzieżowo i całkowicie na luzaka. Ani gajerka ani marynarki czy nawet koszuli ni uświadczysz.

Napisali dress-code business casual, więc wydawało mi się, że w nie do końca formalnej marynarce i rozpiętej koszuli jestem ubrany na luzaka … to dla nich pewnie nie byłem.

Kolejni moi interviewerzy (jak to będzie po polsku) ubrani po studencku. Nawet żartowali między sobą – ‘ pamiętaj to ty przeprowadzasz rozmowę kwalifikacyjną’ :)

 

Niektórzy goście kompletnie zakręceni – w każdym razie takie wrażenie. Jeden czy nawet dwóch rozmówców wyglądało jakby byli onieśmieleni moją obecnością. Zabawne odwrócenie ról.

 

Jeszcze o wyposażeniu biura. Każde stanowisko ma ślady bytności swojego użytkownika. Odciśnięty osobisty ślad w postaci, papierów, notatek, zdjęć, zabawek, odtwarzaczy mp3 i… na wyposażeniu każdego pracownika dwa monitory 30” poustawiane wokół siebie w najrozmaitszych kombinacjach. Tak, że każdy, do dyspozycji na monitorach (DELLa zresztą) miał do dyspozycji metr kwadratowy przestrzeni roboczej, takie jest wrażenie. Pomiędzy kolejnymi zatoczkami wielkie dwumetrowe pufy na których można się zwalić i leżeć.

 

Pomiędzy kolejnymi openspace’ami (przestrzeniami roboczymi?), albo piłkarzyki, albo stół do bilarda, w kącie automatyczny fotel do masażu.

Na każdym piętrze duża kuchnia

wyposażona w:

  • ekspres ciśnieniowy z młynkiem na kawę

  • lodówka z napojami słodki i nie słodkimi, widelce, noże, mikrofalówki

  • w szafie różne musli, płatki, zasypki

  • na szafce pełno snacków i przekąsek typu chipsy

  • po jedną ze ścian kosze na różne śmieci – segregacja i ekologia przede wszystkim

Kantyna znajdowała się na parterze. Znowu wrażenie przestronności i przestrzeni.

    A w menu:

  • pełen obiad do dyspozycji

    • na ciepło

      • udka kurczaka, filet z łososia, ryż, ziemniaczki

      • szparagi, czerwone buraczki

      • jakaś zupa – nie sprawdzałem

    • na zimno

      • wybór sałatek, pomidorki koktajlowe, karczochy, zielone nadziewane oliwki (duże)

      • mieszanka brokułów z innymi warzywami – może zapamiętałem połowę

      • dodatkowo cały ’stoisko’ z sushi i maki – 2-3m długości

      • stół z ciastami 2-3m długości – nie były czekoladowego, trudno

    • do tego napoje ciepłe , zimno, gazowane

 

Ogólnie można powiedzieć, zestaw dla każdego w bardzo przyzwoitej jakości, hotel trzy gwiazdki minimum.

 

Do tego na jednym z pięter w biurze

  • siłownia z maszynami do biegania, pedałowania, kajakowania

  • pokoje do masażu z dwoma pełnoetatowymi masażystami

  • pokoje/izolatki – jak zrozumiałem do nauki

 

Ogólne wrażenie jak na biuro: WYPAS i wszystko za darmo. Innymi słowy warunki idealne do przesiadywania na okrągło.

 

Ale.. jakieś te udogodnienia puste w czasie godzin pracy – spodziewałbym się, że zawsze ktoś będzie.

 

Ciekawą/niepokojącą rzecz powiedział jeden z opiekujących się mną pracowników, nazwijmy go Francuzem, który mnie oprowadzał po tym wszystkim. Możesz pracować do późna jeśli chcesz, nie musisz przychodzić na dokładnie wyznaczone godziny. Co i można tłumaczyć, że pracują tam oddani swojemu zajęciu maniacy, którzy dostają pensje ale i pracują więcej za tą pensję – bo słowa nadgodziny nie usłyszałem.

 

Na pewno można powiedzieć, że warunki do pracy bardzo dobre. Fajna studencka atmosfera i wygląda na to, że możesz robić to co Cię naprawdę interesuje bez zbędnej papierologii.

 

 

Kolega Francuz zastrzegł się przy mówieniu o pracy do późna, że oczywiście firma dba o to żeby każdy miał swoje prywatne życie a nie przesiadywał w pracy cały czas. Pytanie jak to wygląda w praktyce.

 

Ludzie, z którymi rozmawiałem, bardzo przyjaźni i otwarci, jest kontakt, błysk w spojrzeniach:)

Pytania właściwie wszystkie z elementami logiki. Np. Ile jest stroicieli pianin w Paryżu.

Podaj wynik i jak do tego doszedłeś. Każdy zadanie tego rodzaju. Pytań szczegółowych o to jak działa jakaś konkretna komenda nie było:)

 

Oczywiście nie byłem perfekcyjny każde zadanie właściwie odpowiedziałem w ogólnych ramach przedstawiając idee. Czasami rozmówcy dopytywali się szczegółów naprowadzając czasami na cel zadając kluczowe pytanie.

 

Bardzo interesujące interview, odstające od innych spotkań w innych firmach.

Nacisk wywarty przede wszystkim na myślenie i rozwiązywanie problemów.

 

A co z tego będzie na koniec to jeszcze zobaczymy.

Na razie myślę tylko o feriach zimowych!

pierwsza ikea

Byliśmy dziś pierwszy raz w Ikei z zamiarem kupienia najpotrzebniejszych rzeczy.
Czyli łóżko, stół, krzesła i podstawowe przybory do kuchni.Dojazd – pół godziny tramwajem z jedną przesiadką
Sama Ikea znajduje się na terenie podobnym do Janek (różnica – ruch lewostronny!).
Sporo rożnych, sklepów magazynów, czasu na zwiedzanie nie było.
Budynek Ikei – standardowy – wzór globalny i rozpoznawalny – można poczuć sie, jak w domu.

Pierwsze kroki kierujemy w kierunku kawy… Kawy nie ma, popsuł się ekspres. Przeczytałem to na kartce, jak już wystałem połowę kolejki. Inni nie mieli tyle ’spostrzegawczości’, dowiadywali się o dostępnej tylko nesce od obsługującego. Mogę uznać się za szczęściarza.

Ruszamy na górę. Ku czystemu siedlisku konsumpcji, a za to jakże swojskiemu!
Zdaliśmy się na konkretne łóżko z materacem, oraz stół z krzesłami. Zapisaliśmy sobie grzecznie lokalizację wszystkich elementów w magazynie. Idąc po strzałkach do magazynu, w tłumie innych klientów, wypełniliśmy cały wózek niezbędnym sprzętem kuchennym, nie koniecznie planowanym, ale wpadającym w.. oko/do wózka.

W magazynie:
1) bierzemy krzesła – to nie było oczywiste bo trzeba je było za uszy wyciągnąć z części magazynowej – zasługa Ew.
2) nie ma stołu w podanej lokalizacji. Obsługa mówi, że będzie za 10-15 min.
3) Ew. staje z wózkiem w kolejce – trzydziestometrowej ( drobna różnica miedzy niby swojskimi siedliskami konsupmcji – tym wwskim a tym londynskim). Stół się nie pojawia w podanej lokalizacji
5) Sprawdzam łóżko – nie ma materaca
6) Stołu dalej nie ma
7) zbliża się godzina zamknięcia ikei – darujemy sobie stół i łóżko Ewka zbliża się do kas z dwoma wózkami ( jest bardzo dzielna)
8) płacimy i udajemy się w kierunku punktu przewozu towarów (delivery coś tam – jak to przetlumaczyć sensownie? ) – nie ma (!) plastikowych toreb na zakupy.

..i wykrakałem..

Przewożą tylko meble – przyjęli tylko krzesła – (beznadziejna optymalizacja zakupów – zgrzytnąłem lekko wewnętrzenie, swoją małomiasteczkową naturą). Drobnicy nie przyjmują – papa (ew: ja zas zgrzytnęłam swoja wrodzona, wielomiejską naturą. Był to moment, kiedy rece mi opadły ostatecznie i definitywnie – toreb nie ma, nic nie ma, za to jesteśmy glodni, zmęczeni… a tu jeszcze zamykają i gie nam z zakupów przyjdzie)

Zadanie logistyczne:

Jesteś 5-6 km od domu, zdecydowanie poza Londynem. Posiadasz: pełen wózek, wiklinowy kosz na bieliznę pełen drobiazgów do kuchni, ledwo co nabytych). Dostań się do domu, nie posiadając przy tym auta. Pada i ogólnie nie jest za przyjemnie. Masz jeszcze w ręku jakiś numer telefonu otrzymany w miejscu, gdzie zostawiłeś krzesła i otrzymałeś informację, że gdzieś na rogu możesz zadzwonić ze specjalnego telefonu po taksówkę.

Wychodzimy na zewnątrz. Jest już za pięć 17.00 i już nie wpuszczają do środka.
Na rogu nie ma żadnego postoju taksówek ani telefonów – potem okazuje się, że gest palcem pracownika wskazujący ‘na rogu na prawo’ dotyczy wnętrza budynku Ikea, a nie jego zewnętrza…

Stoimy pod zadaszeniem i z zazdrością patrzymy na rodziny pakujące swoje zakupy do swoich samochodów. Robię rundę dookoła Ikiei w poszukiwaniu postoju, obserwuje, poprzez zalewane przez deszcz okulary, potok wyjeżdżających w ślimaczym tempie samochodów.. z zakupami.

Wracam. Na miejscu Ewka i jakiś facet. Okazuje się, że facet nas zawiezie. Ewka empatyczna czarodziejka zwabiła pomoc, która swoja drogą też czeka zwykle w takie dni na właśnie takie okazje. Ustalamy cenę za transport – tzn. zgadzam się szczęśliwy, i pewnie zapłaciłbym dwa razy większą sumę bez szemrania – mus to mus. Kierujemy się w kierunku samochodu. Mini bus – nie oznakowany – całkowicie cywilny i absolutnie nie taksówkowy.
Pakujemy cały dobytek, z pomocą kierowcy. Odruchowo kieruję się do lewych, nieprawidłowych tutaj dla pasażera drzwi.

Jedziemy, rozmawiamy.
a) Kierowca jest Afgańczykiem
b) Nielegalnie przekraczał Ukrainę i Polskę 8 lat temu kierując się do Londynu
c) Jego dwóch wujków jest zaręczonych/żonatych z Polkami
d) Jego jeden, który go przemycał przez Polskę, siedzi od 20 lat w Niemczech
Ma trójkę dzieci i już nie wróci, rok temu był w Afganistanie, jest lepiej, ale i tak bezpiecznie czuje się na 80%

Ot przygoda – na drugi dzień stałego pobytu Ewki w L.
Swoją drogą twierdziła, że była przerażona, jakoś się to specjalnie nie uzewnętrzniało.

EWS: a co mialam robić? Histeryzować? eee ja nie moja mamusia.